RAŚ przypomina o obozie pracy w Świętochłowicach

30 stycznia 2010 20:15 Autor: Alicja Waliszewska
Wertując kartki podręczników do historii o tym miejscu niewiele można się dowiedzieć. Mimo, że w świętochłowickim obozie pracy "Zgoda" zginęło ponad dwa tysiące osób, większość historyków na temat tamtych wydarzeń milczy. Nie milczą za to członkowie Ruchu Autonomii Śląska, którzy przeszli z katowickiego placu Wolności do miejsca, na którym stał obóz.

ZDJĘCIA

Dziś było ich zaledwie kilkudziesięciu, ale 65 lat temu tą samą drogą pędzono kilkaset osób. Wszyscy trafili do obozu pracy "Zgoda", który znajdował się w Świętochłowicach. Wśród więźniów była żona Wiesława Jurkiewicza. - Leżała z jakąś Szwajcarką na jednej pryczy. Miały jeden koc. I kiedy ta Szwajcarka zmarła to się cieszyła, że może od niej wziąć koc, a inne więźniarki były zadowolone, że zdarły z niej ciuchy - wspomina. Jednak o tych wspomnieniach można jedynie usłyszeć.

Co roku członkowie Ruchu Autonomii Śląska przechodzą dziewięciokilometrową trasę z Katowic do Świętochłowic. - Żeby przypomnieć to, czego na kartach podręczników do historii nie ma, czyli o tragedii górnośląskiej, która się wydarzyła w 1945 roku. Po to, żeby upamiętnić to, czego dzieci się w szkołach nie uczą - wyjaśnia Michał Buchta. Nie uczą się o tym, że w Świętochłowicach, kiedy jeszcze istniał największy obóz pracy w powojennej Polsce zginęło ponad dwa tysiące osób.

- Każdy kto był za mało polski mógł trafić do obozu. A także każdy, kto mógł narazić się tym, że miał duże mieszkanie, że podpadł sąsiadowi czy był ofiarą donosu. A więc często ci ludzie, którzy trafiali do tych obozów byli ludźmi przypadkowymi - stwierdza Jerzy Gorzelik z Ruchu Autonomii Śląska. Podobnie jak ci, którzy trafiali do Auschwitz-Birkenau, gdzie zginęło ponad milion osób. I dzięki upamiętniającym uroczystościom można mieć pewność, że pamięć o pomordowanych nie zginie.

- To jest ważne, żeby iść i upamiętniać to, co ludzie kiedyś przeżyli. My na razie możemy tylko w tej formie póki co - podkreśla Klaudia Porwolik.

Ale nawet na taką formę, jak dzisiejszy marsz, nie mogą liczyć sosnowiczanie. O tym, co się działo w 1943 roku książki również milczą. - U nas z Sosnowca w obozach koncentracyjnych to było około czterech tysięcy osób aresztowanych i tego się w ogóle nie obchodzi. Nawet obelisku nie ma - mówi Maria Rudzka-Kantorowicz, była więźniarka KL Auschwitz-Birkenau.

Nie obchodziłoby się również w Świętochłowicach, gdyby nie zapał tych, którzy pamiętają.

comments powered by Disqus