Od spotkania do spotkania. Terminarz bardzo napięty. Po kolei studenci, rzemieślnicy, dziennikarze i związkowcy. Tak przebiegła wizyta Prezydenta Rzeczpospolitej w Katowicach. Wydarzenie nietuzinkowe. Oczy mieszkańców zwracały się na samochody z przyciemnianymi szybami, a kierowców na policjantów kierujących ruchem. Dla bezpieczeństwa czasowo zamykano niektóre ulice. Nieco drogowego zamieszania, wiele oklasków i powitań, a w tle troska o wyjście z kryzysu
Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu mieli bardzo dużo pracy. Przejazd konwoju prezydenckiego to w Katowicach rzadki widok. Nic więc dziwnego, że wszędzie budził zainteresowanie. - Człowieka widzi się w telewizji, to jednak jest ta bariera, a tak naprawdę fajne wrażenie - mówi Rafał Grzywocz. Wrażenie niekiedy onieśmielające. - Muszę stąd odejść żeby nie przeszkadzać, bo ktoś przyjechał. I nawet jeśli ktoś o wizycie Lecha Kaczyńskiego nie wiedział to z dużym prawdopodobieństwem ją poczuł. - Od strony ulicy stoję w korkach, nie wiem z jakiej okazji światła nieczynne? Na każdym kroku policja. Prezydent przyjechał i są drogi zablokowane. - Aha, to pozdrawiam pana prezydenta - powiedział Grzegorz Raczyński.
Z równą sympatią, w liczbie bardzo mnogiej prezydenta powitali studenci Uniwersytetu Ślaskiego. Jeszcze więcej chciało, ale liczył się refleks. - Kto pierwszy - ten lepszy. Stałem godzinę pod salą i nie udało się, przede mną dziewczyna weszła, ja już niestety nie - opowiada Tomasz Ferenc, student UŚ. Dalej Lech Kaczyński rozmawiał o kluczowych sprawach z żywo zainteresowaną kadrą naukową i jej podopiecznymi. Z perspektywy prezydenta spotkanie niezwykle ważne, bo dla niego jako byłego pracownika naukowego - szkolnictwo wyższe to jeden z priorytetów. Drugi to rozwój polskiej przedsiębiorczości. Dlatego w Akademii Muzycznej spotkał się z wąskim gronem rzemieślników, a zaciekawieni studenci mogli go oglądać jedynie przez jeszcze węższe okienko. - Każdy jest ciekawy. Wiadomo, to jest jednak prezydent - relacjonuje Joanna Czubaj, studentka Akademii Muzycznej.
Jednak najbardziej, bo obowiązkowo przyjazdem prezydenta zainteresowani byli policjanci. - Jedno z poważniejszych zabezpieczeń. Wiadomo, że chronimy w tym przypadku pierwszego człowieka w naszym kraju i to zabezpieczenie musi się odbywać przede wszystkim bardzo profesjonalnie - tłumaczy nadkom. Włodzimierz Mogiła, KWP w Katowicach. Wszystkie te wysiłki bezpiecznie doprowadziły głowę państwa do punktu kulminacyjnego wizyty, jakim było spotkanie z przedstawicielami Solidarności. Związek z tym związkiem podczas wyborów zapewnił mu głosy między innymi górników, którzy i teraz walczą o podwyżki. - Bardzo ważne było to spotkanie, bo ze strony pana prezydenta czujemy to zrozumienie problemów, które są, bo przecież kryzys sam się nie rozwiąże - ocenia Piotr Duda, NSZZ Solidarność.
Ale nie wszyscy pracownicy to zrozumienie czują. - Teraz ludzie nie mają pracy, nie maja co jeść, a przepych dosyć duży jest, to jest wszystko tylko na pokaz robione - uważa Sebastian Jaworski, zwolniony pracownik Huty Szopienice.
Może i na pokaz. Wielu jednak takie pokazy oglądać chce.