Kilka dni temu informowaliśmy o historii krewkiej babci ze Świętochłowic, która porwała swojego wnuczka ze szpitala. Jego rodzina nie ustaje jednak w próbach odzyskania dziecka. Dzisiaj udało nam się porozmawiać nie tylko z babcią, ale i z rodzicami miesięcznego Wojtusia. Chłopiec w opinii opieki społecznej był zaniedbany i niedożywiony. Według rodziców to nagonka na nich i próba rozbicia rodziny. Udana próba, bo Wojtuś trafił do ośrodka małego dziecka. Przed Sądem Rejonowym w Chorzowie pod koniec stycznia odbędzie się rozprawa w sprawie odebrania praw rodzicielskich.
Ubrania, pieluchy i inne akcesoria dla niemowlaka. Ale Wojtuś z tych wszystkich rzeczy nie zdążył skorzystać. - Nas tam przedstawiono w takim świetle jakbyśmy go w ogóle zaniedbywali, a my bardzo się cieszyliśmy, że będziemy mieli dziecko. A tu opieka nam dziecko odebrała w ciągu jednego dnia praktycznie - żali się Paweł Solorz, tata Wojtusia. Po półgodzinnym wywiadzie pracownik opieki społecznej ocenił, że dziecko w takich warunkach mieszkać nie może... były też inne zastrzeżenia. - Matka małoletniego jest osobą całkowicie niezaradną życiowo i wychowawczo. A jedyną radą w tym przypadku okazało się odebranie dziecka rodzicom. - Sytuacja była na tyle drastyczne, że pracownik wydaję mi profesjonalnie podszedł do sprawy i podjął decyzję o powiadomieniu pogotowia - uważa Danuta Piątek, Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach.
Ten profesjonalizm podważają rodzice. Trudno się dziwić, bo od oceny jednej osoby zależały dalsze losy tej rodziny. - Ona twierdziła, że my nie mamy nic, ani nie mamy jak go ubrać i takie wymyślanie. Kłamanie żeby nam po prostu dziecko odebrać - opowiada Agnieszka Jakubiec-Solorz, mama Wojtusia. - Sprawili nam bardzo wielkie cierpienie, bo ja tu nie widzę po swojej stronie żadnej winy, starałam się jak mogłam, o dzieci dbałam - dodaje Felicja Solorz, babcia Wojtusia.
Kilka dni temu wbrew decycjom opieki społecznej i lekarzy rodzina zabrała Wojtusia ze szpitala. Rodzice zabarykadowali się w mieszkaniu na 7 piętrze i dopiero po siłowej interwencji policji oddali chłopca. - Główny zarzut to narażenie dziecka na możliwość utraty życia lub zdrowia. Jeżeli chodzi o ojca dziecka to prokurator zastosował środek zapobiegawczy w postaci dozoru - oznajmił nadkom. Aleksander Chudziński, policja w Świętochłowicach.
Samotne wymierzanie sprawiedliwości, nie pomogło w walce o Wojtusia. Teraz pozostają odwołania i walka w sądzie. Ale dzięki temu pierwszemu argumenty w tym drugim mogą się okazać za słabe.