Milion złotych od aresztu w Tarnowskich Górach oraz 20 tysięcy od tyskiej prokuratury - to kwoty, których żąda rodzina Parkitnych za śmierć swojego syna w 2006 roku. W grudniu Sebastian Parkitny został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze w związku z podejrzeniami o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i pobicie członków klubu motocyklowego z Opolszczyzny. 29-latkowi nie zdążono niczego udowodnić, bo w krótkim czasie po osadzeniu w areszcie zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Rodzice oskarżają funkcjonariuszy służby więziennej o niedopełnienie obowiązków i niezapewnienie ich synowi bezpieczeństwa.
Do celi Sebastian Parkitny trafił ponad trzy lata temu. To w niej stracił przytomność, by już jej nie odzyskać. Przyczyną śmierci syna Danuty Parkitny najprawdopodobniej było zatrucie nieznaną substancją. Sebastian po kolacji w areszcie miał silne bóle brzucha i wymioty. O dwudziestej trzeciej zemdlał. - Mówią różnie osadzeni - że wzywali funkcjonariuszy nawet 2 godziny. Jedni mówią, że już o 22 nie było z nim kontaktu. W każdym bądź razie o godzinie 1, jak funkcjonariusze otworzyli drzwi celi to syn siedział oparty, ale już siedział w taki nienaturalny sposób - wspomina Danuta Parkitny.
Z objawami silnego zatrucia trafił do szpitala, gdzie zmarł. Po trzech latach od śmierci syna państwo Parkitny postanowili złożyć pozew w sądzie. Oskarżają strażników o niedopełnienie obowiązków i niezapewnienie bezpieczeństwa Sebastianowi. Żądają od aresztu śledczego w Tarnowskich Górach rekordowej jak na śląskie więziennictwo kwoty - miliona złotych. - Jeżeli dotrze do nas odpis pozwu wówczas będziemy mogli zając stanowisko i odnieść się do tych zarzutów. Jednakże mogę dzisiaj zaświadczyć, że ze strony funkcjonariuszy służby więziennej nie zostały popełnione żadne błędy - oświadcza kpt. Piotr Kołodziej, Areszt Śledczy w Tarnowskich Górach. Bliscy tragicznie zmarłego wytykają również błędy prokuratorom, którzy badali sprawę tajemniczej śmierci. Według nich śledztwo było nierzetelne. - Koszulka się nie znalazła. Dzisiaj mija już czwarty rok i już się na pewno nie znajdzie. Dowód w sprawie..., wiedzielibyśmy po tych wymiocinach czym syn został otruty - uważa Danuta Parkitny.
Między innymi za to domagają się teraz od prokuratury w Tychach dwudziestu tysięcy złotych odszkodowania. - Na dzień dzisiejszy odpis tej skargi do prokuratury w Tychach jeszcze nie wpłynął, w związku z czym trudno mi się do tego ustosunkować - informuje Agata Słuszniak, Prokuratura Rejonowa w Tychach. Jak podkreślają państwo Parkitny suma odszkodowań może porażać, ale ma być batem na samowolę za więziennymi murami. - Nie ma ceny... wartość, czy życie człowieka. Nie przedstawia ceny - dodaje Zdzisław Parkitny.
Gliwicki sąd zwolnił rodzinę Parkitny z opłaty sądowej.
galeria zdjęć
Zdzisław Parkitny
fot. TVS