Do Vancouver pojadą nie zimą a jesienią, i nie na igrzyska a na Mistrzostwa Świata w Rugby na wózkach. W Marklowicach trwa właśnie ostra selekcja, której efektem będzie wybór tych, którzy będą reprezentowali Polskę na tej prestiżowej imprezie.
Ostro trenują zagrywki. Jeszcze bardziej studiują taktykę, a na boisku dają z siebie wszystko. Rugbyści mają o co walczyć, bo o dołączenie do starszych kolegów z kadry i wyjazd na mistrzostwa świata do Vancouver. Wśród nich jest Krzysztof Kosider, który jeszcze kilka lat temu czynnie uprawiał kolarstwo górskie. Wypadek na rowerze przekreślił jego plany, ale nie marzenia o karierze sportowej. - Kiedy zacząłem grać w rugby, to początek był bardzo ciężki, nie bardzo mi to szło, lecz z treningu na trening siły zaczęło przybywać - wyznaje. Tych sił nie brakuje też Joannie Gebel, która jako jedyna kobieta puka do kadry. - Trochę ciężko jest, bo chłopcy są silniejsi i szybciej jeżdżą, ale na ile mogę, to próbuję ich zawsze dogonić - stwierdza.
Dziś do Marklowic przyjechali zawodnicy z całej Polski. Szanse, by dołączyć do kolegów z kadry ma tylko dwunastu. - Po to została powołana młoda kadra, żeby zacierać różnice między tą pierwszą dziesiątką, dwunastką, która ma już nawet osiem lat doświadczenia gry na boisku a zawodnikami, którzy trenują rok, dwa - wyjaśnia Łukasz Szymczak, kierownik reprezentacji Polski.
Tomasz Biduś, nasz reprezentant z 9. na koszulce trenuje już znacznie dłużej. Dziś podpatrywał nowych kolegów i dawał im wskazówki. - To wymaga poświęcenia, bo co innego jest raz czy dwa razy w tygodniu sobie przyjechać w swoim mieście na trening i pojeździć dla poprawienia sprawności, a co innego jest poświęcić swój czas, pracę, rodzinę po to, żeby na najwyższym poziomie grać, trenować i grać później na świecie - tłumaczy.
Ten najważniejszy egzamin naszych kadrowiczów czeka we wrześniu w Vancouver, gdzie zmierzą się z czołówką światową. Choć jak mówi trener kadry sam awans do mistrzostw jest już niebywałym sukcesem. - Ten sport w Polsce jest mało opłacalny, trzeba do niego dokładać i taki wyjazd, gdzie nas sponsoruje ministerstwo sportu czy tam SSON, który zajmuję się kadrą Polski, to już jest dla zawodnika wielkie wyzwanie i radość - uważa Janusz Kozak.
Rugbyści nie ukrywają radości z gry i awansu, ale jak mówią bez sponsorów taki wyjazd to dla reprezentacji też troski. - Wyjazd kosztuje bardzo dużo pieniędzy, dlatego staramy się je pozyskać z różnych źródeł, ale niestety nie jest z tym najlepiej. Wiadomo, że sport jest chętnie sponsorowany, ale nie sport osób niepełnosprawnych, w tej dziedzinie niestety jeszcze jesteśmy daleko - przyznaje Tomasz Szkwara ze Stowarzyszenia Sportu Osób Niepełnosprawnych.
Jednak w Marklowicach nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że to, co wywalczyli na boisku mogłoby pójść na marne. Dlatego jak mówią nieważne czy po wygranym czy przegranym meczu w Vancouver będzie o nich głośno.
galeria zdjęć
Janusz Kozak, trener reprezentacji Polski w rugby na wózkach
fot. TVS