Czwartek, 2 września, 2010 r.
zaloguj w serwisie
nie posiadasz konta? zarejestruj się


Z UGANDY NA JASNĄ GÓRĘ

Marta Paluch, 2009-05-23 18:14
rozmiar: A A Awykop.pl
wydrukuj artykuł: Drukuj

Ich codzienność to ciągła walka. O jedzenie, picie, lepszą przyszłość. Ratunkiem jest pomoc z Polski. Coraz więcej osób decyduje się na adopcję afykańskiego dziecka na odległość. Pomagają w tym salezjańscy misjonarze. Z wdzięczności za tę pomoc ugandyjscy chłopcy adoptowani na odległość przez polskie rodziny rozpoczęli podróż po naszym kraju ze swoim tanecznym show. Jednym z przystanków na ich trasie była Częstochowa.

Głód i brak perspektyw - to rzeczywistość wielu afrykańskich dzieci. Dlatego wizyta w Polsce dla Vinceta Isingomy z Ugandy jest fascynującą przygodą. - Chciałbym tu zdobyć przyjaciół i sprawić, żebyśmy poznali wzajemnie swoje kultury - wyznaje Isingomy.

Pierwszym krokiem do tego może być adopcja na odległość. Właśnie dzięki takiej akcji grupa ugandyjskich chłopców z salezjańskiego ośrodka misyjnego zyskała szansę na lepszy los. Przyjechali do Polski, by podziękować swoim dalekim opiekunom. - Odkąd znaleźli się w ośrodku mają możliwość rozwijania swoich talentów. Jest orkiestra dęta, grupa akrobatyczna, grupa sportowa - wymienia Agnieszka Słowik z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego.

Teraz próbkę swoich talentów zaprezentowali na Jasnej Górze. Reakcja publiczności była równie entuzjastyczna jak radość Ugandyjczyków ze spotkania pod murami jasnogórskiego sanktuarium. - To daje nam odwagę do tego, abyśmy mówili o sobie, abyśmy mówili o naszej kulturze - podkreśla Richard Isanga.

Tej odwagi postanowiła dodać im między innymi Małgorzata Brzózka-Chamala, która razem z mężem adoptowała afrykańskie dziecko. - Są ludzie, którym brakuje i nawet w takich podstawowych potrzebach nie są zaspokojeni, dlatego pomyśleliśmy, że możemy się z nimi trochę podzielić - stwierdza Brzózka-Chamala. Teraz dostaje listy, dzięki którym dokładnie wie, na co przeznaczane są pieniądze.

Taka korespondencja, jak przyznają salezjanie i sami ofiarodawcy, często sprawia, że łatwiej jest regularnie pomagać. - To jest jednak taka konieczność systematycznego udziału, to nie może być na zasadzie słomianego zapału - wyjaśnia Janina Bolewska-Wesołowska. Jednak to często odstrasza potencjalnych ofiarodawców.

- Należałoby wszystko ocenić, wszystkie "za" i "przeciw", ale myślę, że jeżelibyśmy się już tego podjęli, to na pewno bylibyśmy bardzo konsekwentni - przyznaje Danuta Chrzanowska. I właśnie takich nie do końca zdecydowanych, przekonać ma bezpośredni kontakt z chłopcami. O tym, że jest to dobry sposób jest przekonany ksiądz Stanisław Rafałko. - Wszędzie, gdzie się pojawiliśmy to chłopaki naprawdę porywają serca Polaków i Polek zwłaszcza, jak to mówią piękne dziewczyny - oznajmia ks. Rafałko. Bo co jak co, ale chłopcy z Ugandy dokładnie wiedzą, jak zdobyć sympatię.

galeria zdjęć
fot. TVS
fot. TVS
fot. TVS


Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVS Sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.


Codzienny newsletter TVS.pl
Kuchnia po Śląsku
Archiwum przepisów



Kontakt: alarm@tvs.pl Tel. 032 6089904 ● Copyright 2008-2009 TVS Sp. z o.o. ● Design: Maciej Krzan ● Kopiowanie treści (w tym zdjęć, materiałów video) bez pisemnego zezwolenia zabronione.