Włos na prezydenta?
Bigos, flaczki i bryndza - to dość oryginalny przepis na zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Jeśli dołożyć do tego zalesione miasta i samolot w każdej rodzinie, to skromny przepis zaczyna przypominać prawdziwą, królewską ucztę. Kuchmistrzem i jednocześnie pierwszym, który zgłosił swój akces do objęcia schedy po Lechu Kaczyńskim jest bezpartyjny katowiczanin. Nazywa się Roman Włos.
- Postanowiłem kandydować też w 2010 roku chociaż niektórzy mi mówią: Roman ty się porywasz z motyką na słońce - stwierdza Roman Włos.
Tusk nie wiadomo, Kaczyński raczej tak, a z całą pewnością tylko Roman Włos. - Trudnię się kramarstwem, handluję zabawkami, balonami, wiatrakami. Dawniej jeździłem głównie po odpustach i festynach - mówi Włos.
Teraz swoją leciwą skodą będzie musiał zwiedzać nie odpusty, a wiece wyborcze i tam zbijać kapitał już nie sprzedając wiatraki, a walcząc z nimi próbując przekonać do siebie elektorat. - Roman Włos jest typowym kandydatem mega folkloru politycznego. Jego program jest wysoce humorystyczny - uważa dr Tomasz Słupik, politolog.
Kandydat chce by składka na ZUS była dobrowolna, by z pomocą bezrobotnych, iglakami zalesić miasta i osiedla, by w każdej rodzinie był samolot, lotnia lub chociaż paralotnia i by - co ważne - propagować tradycyjne polskie potrawy: oscypki, bryndze, bigos i flaczki. - Kierowałem się przede wszystkim moimi potrzebami. Kierowałem się też obserwacją życia, co Polakom doskwiera, co dolega, ale nie da się ukryć, że wszystko przez pryzmat własnych doświadczeń - stwierdza Roman Włos.
Jednak flaczki, iglaki i paralotnie - czyli przepis Włosa na sukces - może przekonuje elektorat, ale nie ekonomistów. - Jest to zbiór pobożnych życzeń, częściowo demagogicznych. Który pokazuje, że ten pan nie ma zielonego pojęcia o gospodarce - uważa prof. Andrzej Barczak.
Tyle, że demagogia i pobożność życzeń to jedne z wielu wspólnych mianowników pana Romana z liderami sondaży prezydenckich. Więc może jednak Włos? - W Stanach Zjednoczonych w wyborach prezydenckich głosy dostałaby nawet Myszka Miki, a w Polsce wydaje się, że państwem może rządzić nawet kucharka. Nic dziwnego, że tacy ludzie startują, a jacyś inni być może dla żartu na nich zagłosują - uważa dr Krzysztof Łęcki, socjolog.
Choć specjaliści nie wróżą Włosowi sukcesu. To może warto zwrócić uwagę na to, że pan Roman dużo wie. W odróżnieniu od niektórych wie, że jak Artur to nie Borubar, że jak Roger to nie perejro, a jeśli z ziemi włoskiej to tylko do Polski.


















