To jedna z najdroższych usług w lotnictwie - Pyrzowice zarabiają

2012-02-04 20:34, Adam Sierak

Tęgie mrozy nie dają za wygraną, ale są tacy którzy właśnie na nich wygrywają bardzo dużo. Dla lotniska w Pyrzowicach środek zimy to gorący okres nie tylko ze względu na rozbudowę portu, ale i na dochody, jakie czerpie z odladzania samolotów. Procedura, bez której w obecnych warunkach pogodowych właściwie obejść się nie można i która należy do najdroższych usług w lotnictwie.

Oblodzenie to ogromne zagrożenie dla lotu. Żeby je zmniejszyć potrzebni są operatorzy odladzarek. Z daleka wyglądają jak strażacy, ale oni walczą z zupełnie innymi temperaturami. - Trzeba uważać na silniki, na podmuch odrzucanego powietrza. Żeby za blisko nie podjechać tego samolotu, żeby go nie uszkodzić. I bardzo ważne jest dobranie odpowiedniej mieszanki do panujących na lotnisku warunków - tłumaczy Robert Fiutak, operator odladzarki.

Samoloty przed startem są polewane specjalnym płynem do odladzania i zabezpieczania przed ponownym zamarzaniem. Ciecz to mieszanka glikolu i gorącej wody. Choć nie ma przepisów, które zmuszałyby pilotów do tej procedury, to żaden z nich nie ryzykuje startu maszyny bez gorącej kąpieli. Zdarza się jednak, że jest zbyt zimno by odladzać. - Dzisiaj rano mieliśmy minus 27 stopni i opad śniegu. Dosyć dziwna pogoda. Natomiast w takich warunkach te płyny nie pozwalają bezpiecznie wykonać operacji - wyjaśnia Marcin Wichrowski, kierownik ds. obsługi płytowej.

Odladzanie samolotu trwa kilkanaście minut. Roztworem glikolu nie polewa się jednak całej maszyny. Zabezpiecza się najdelikatniejsze jej części - wloty do silników turbinowych samolotu. Krawędzie natarcia oraz powierzchnie nośne skrzydeł. Również elementy służące do sterowania oraz ogon samolotu.

Takie oblodzenia teoretycznie niewiele różnią się od tych dobrze znanych - na powierzchni samochodu. Pęd powietrza robi jednak swoje. - W określonych warunkach to już nie jest milimetrowy. To może być wielocentymetrowy. Ten lód może przybrać różne formy. To może być dosłownie czasami kształt prostopadle ustawionej deski przyczepionej do krawędzi natarcia - mówi Paweł Wojda, dyrektor lotniska w Pyrzowicach. Do tego wystarczy dosłownie kilka minut w powietrzu. Skrzydło przestaje spełniać swoją funkcję i maszyna zaczyna spadać. W historii światowego lotnictwa odnotowanych jest wiele katastrof, które spowodowane były przez lód.

Na średni pasażerski samolot wylewa się jednokrotnie do trzystu litrów płynu. To koszt kilku tysięcy złotych. Po takim zabezpieczeniu pilot ma pół godziny na start, bo przez te 30 minut mieszanka glikolu i wody jest skuteczna. Jeśli z jakiś powodów start zostanie przełożony kąpiel trzeba powtórzyć. - Jeżeli mamy takie dni jak dzisiaj, tych usług wykonujemy sporo, bo każdy samolot jest odladzany. I to w takich kwotach daje około kilkaset tysięcy złotych przychodów - mówi Artur Tomasik, prezes Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego S.A.

W powietrzu każda maszyna radzi już sobie sama. W tym, by lód nie pokrył skrzydeł na kilku tysiącach metrów pomagają również specjalne systemy. Na ziemi jednak ich pracy nie zastąpi żaden system.

dodaj komentarz
Autor:
Treść komentarza:
Przepisz kod obrazka:
8 komentarzy
~olomanolo (95.171.202*)  |  2012-02-06, 13:38
odpowiedz  |  ocena: -1
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
Specjalne stanowiska ha ha ha to jest na końcu pasa manewrowego tam gdzie samoloty kierują się na pas startowy - latem po prostu tam zawracają a zima przystaja na kilka minut i są spryskiwane.
~InsideJob (81.219.250.*)  |  2012-02-06, 10:19
odpowiedz  |  ocena: 0
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
Z tym, ze de-icing fluid jest w 100% biodegradowalny.
~do ciekawy1 i innych (195.128.135.*)  |  2012-02-05, 19:30
odpowiedz  |  ocena: 0
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
do odladzania statków powietrznych są przeznaczone specjalne stanowiska postojowe, i zbiorniki zbiorcze. Nikt by sobie nie pozwolił by wylewać za każdym razem ok. 300 l glikolu do gleb i dalej wód gruntowych.
~ham. (77.191.23*)  |  odpowiedział 2012-02-06, 20:17
ocena: 0
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
tak sa specjalne wanny do kapieli i szampon zapachowy,takie pierdoly to opowiadac w przedszkolu,mlody jestes i masz dwa ....(do ciekawy 1)
~do ciekawy (93.105.15*)  |  2012-02-05, 11:45
odpowiedz  |  ocena: 0
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
Wydaje mi się że odladzanie odbywa się na specjalnym stanowisku z odwodnieniem więc nic nie powinno w ziemię wsiąkać
~smutny (77.7.26.*)  |  odpowiedział 2012-02-05, 17:53
ocena: 0
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
smutne to ale to prawda powinno byc i wydaje sie tobie ale tak nie jest a kto za to placi,oczywiscie ze obywatele jak za wszystko co gora spiepszy,jeszcze nie slyszalem by ktos personalnie odpowiadal,za pare lat dojdzie do tego,jak zwykle wszystkie sprawy przedawnione.(do ciekawy)
~tsyk (83.9.18*)  |  2012-02-05, 11:15
odpowiedz  |  ocena: +1
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
ekolodzy niech pierw oddadzą wszystkie urządzenia z domu bo gadac umieją i tyle a autobusem autem pociagiem jezdza a samolotem lataja za pewne maja tv tel itd a to przeciez wszystko jest złe dla środowiska powinni chodzic jak Adam i Ewa :)
~ciekawy (77.7.1*)  |  2012-02-04, 20:27
odpowiedz  |  ocena: -1
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
A co na to ekolodzy glikol plyn do chlodnic wszelkich pojazdow spalinowych,niby niezamarzajacy,wiadomo wszystko ma pewne gwarancje,jak 300 litrow na jeden samolot,po prostu do ziemi wsiaka,troche nie zabardzo ladnie.