Obrazy nazistowskiej zbrodni
Historia jak z filmu. Anonimowy więzień niemieckiego obozu Auschwitz - Birkenau namalowane przez siebie rysunki pokazujące zagładę Żydów, wsadza do butelki i ukrywa w fundamentach baraku. Jego dzieła znaleziono dopiero po wojnie - a zdecydowano się je wydać w postaci książki w przededniu 67. rocznicy wyzwolenia obozu.
Blisko siedemdziesięcioletnie grafiki, które są świadectwem ludobójstwa. Dwadzieścia dwie kartki z ponad trzydziestoma rysunkami zostały umieszczone w butelce i schowane w fundamentach jednego z baraków. - Wykonane są w większości ołówkiem. W kliku miejscach są podkolorowane delikatnie kredką. Prawdopodobnie czerwoną i niebieską kredką zostały podkolorowane detale, na które autor chciał zwrócić uwagę - mówi Jadwiga Pinderska-Lech, dział Wydawniczy Muzeum Auschwitz - Birkenau w Oświęcimiu.
O autorze wiadomo tylko tyle, że był więźniem Auschwitz, a jego rysunki powstały około 1943 roku. - Znamy tylko jego inicjały. Inicjały MM. Najprawdopodobniej był on pracownikiem szpitala, ponieważ na kilku rysunkach możemy zobaczyć sceny, które miały miejsce właśnie tam. Autor mógł też dostrzec komory gazowe numer 4 i 5, które również widoczne są na rysunkach - mówi Paweł Sawicki, Muzeum Auschwitz - Birkenau w Oświęcimiu. Czy autor żyje? Najprawdopodobniej nie. Może o tym świadczyć fakt, że nie szukał rysunków po wojnie oraz niedokończony, ostatni szkic.
Wydawnictwo oświęcimskiego muzeum doceniają pracownicy Biblioteki Śląskiej, w której znajdują się miedzy innymi wspomnieniowe książki sprzed pół wieku. Tym bardziej cennych, że wspomnień napisanych przez więźniów w trakcie pobytu w obozie jest bardzo mało. - Świadectwo może i dla współczesnych, pewnego rodzaju wiadomość, tak jak list piszemy do kogoś. Każdy posługuje się takim źródłem jakim potrafi, takim materiałem, takimi talentami - tłumaczy dr Weronika Pawłowicz, Biblioteka Śląska.
Jednak talent to jedno, a odwaga, to już coś zupełnie innego - zaznacza historyk Zygmunt Woźniczka. - Każdy ten rysunek, to jest otarcie się o śmierć. Gdyby go ktoś zauważył, że on to robi, pisze, na pewno mu ludzie pomagali, ale gdyby go ktoś wydał, gdyby to dostało się w ręce gestapowców... - mówi. To według profesora mógł skończyć w komorze gazowej. Finalnie autor namalował ponad trzydzieści obrazków. Obrazków, które już na zawsze będą świadectwem nazistowskiej zbrodni.






















