Zabrze: Przeprowadzono pionierski przeszczep płuc u chorego na mukowiscydozę
Tą operacją pokonali kolejną barierę w polskiej medycynie. Lekarze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu przeszczepili płuca u 30-letniego pacjenta chorego na mukowiscydozę. To pierwsze taka operacja w Polsce. Do tej pory pacjenci z naszego kraju na transplantacje musieli wyjeżdżać za granicę.
Forma coraz lepsza każdego dnia. Damian Król wytrwale trenuje, choć miesiąc temu przeszedł skomplikowaną operację. - Jak tylko się dowiedziałem, że jest możliwy przeczep u osób chorych na mukowiscydozę to się bardzo uradowałem - wyznaje. Jego radość była tym większa, że operacja mogła odbyć się w kraju. Do tej pory było to niemożliwe. Chorzy na mukowiscydozę, czyli ostrą niewydolność płuc, na transplantację płuc musieli wyjeżdżać za granicę.
Pionierską operację w Zabrzu przeprowadził dr Jacek Wojarski, wychowanek prof. Mariana Zembali. Była to pierwsza w ogóle i pierwsza udana tego typu operacja. To dobra wiadomość dla chorych. Bo w naszym kraju na przeszczep płuc każdego roku czeka dziesięciu do piętnastu chorych na mukowiscydozę. Transplantacja to dla nich jedyny ratunek. - Do 2014 roku będziemy ośrodkiem, który będzie w stanie przeprowadzić od 80 do 120 przeszczepów płuc, tak jak Pittsburgh czy Wiedeń - uważa prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
W Polsce to Zabrze będzie stolicą przeszczepów płuc. To właśnie tu powstać ma narodowy ośrodek transplantacji serca i płuc u dorosłych i dzieci, w tym chorych na mukowiscydozę. Dzięki przeszczepowi ich życie można wydłużyć nawet o kilkadziesiąt lat. - Do tych zabiegów, zresztą bardzo ryzykownych, kwalifikuje się chorych, których czas przeżycia jest już bardzo limitowany. Przewidujemy, że tacy chorzy z bardzo dużym prawdopodobieństwie nie przeżyliby nawet dwóch lat - mówi dr Jacek Wojarski, kardiochirurg.
Do tej pory w Zabrzu dokonano 50 przeszczepów płuc u osób z różnymi chorobami. Andrzej Marchewka nowe płuca otrzymał 3 lata temu. Dzięki nim rozstał się z aparatem tlenowym. - Po operacji już go nie biorę. Koncentrat leży w domu, zamknięty w szafie, a ja biegam po schodach i w ogóle wszędzie - mówi. Pacjenci już rok po operacji mogą prowadzić aktywny tryb życia. Damian Król szpitalne łóżko na te domowe zamieni już jutro. - Mówili, żebym się nie poddawał, że we mnie wierzą, no i się udało - cieszy się.
Damian Król wygrał batalię o zdrowie, przed nim jeszcze kilka miesięcy rehabilitacji. Mimo to za rok planuje zdobyć Rysy.






















