Kontrowersje wokół inscenizacji likwidacji będzińskiego getta

2010-09-08 20:17, Alicja Waliszewska

Na ulicach Będzina znów pojawili się niemieccy oprawcy. Naziści wyrzucali z mieszkań Żydów, strzelali i pędzili na rampę, by przewieźć jeńców do obozu koncentracyjnego. Tak można by w skrócie opowiedzieć scenariusz tegorocznej inscenizacji, która odbędzie się w Będzinie. Z dnia na dzień budzi jednak coraz większe kontrowersje między innymi dlatego, że w inscenizacji likwidacji będzińskiego getta mają wziąć udział dzieci.

Inscenizacji likwidacji będzińskiego getta to przedstawienie, które ma być bardzo bliskie tragedii sprzed prawie 70 lat. O tym, co tu się naprawdę wydarzyło Zuzanna Rybkowska wie tylko z opowiadań i lekcji historii. Teraz ma zagrać jedną z ważniejszych postaci tamtych czasów i tego miejsca. - Frumka Płotnicka, to jest rola Żydówki, która walczyła zaciekle i nie chciała się poddać Niemcom - mówi.

Tamte wydarzenia jednak do tej pory budzą emocje. Do obozów zagłady wywieziono z Będzina 30 tysięcy ludzi, przeżyli nieliczni. - To było miasto, które w bardzo dużej części było zamieszkałe przez Żydów przed wojną i znaczyło dla Żydów wiele. Przez okres PRL-u historia żydowska była tam całkowicie wymazana - stwierdza Włodzimierz Kac, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Katowicach.

Tę pamięć od kilku lat starają się przywrócić pasjonaci historii mieszkający w Będzinie. Zorganizowali kolejną rekonstrukcję, tym razem likwidacji będzińskiego getta, w której weźmie udział prawie 200 osób. Głównie młodzież, ale są tu również dzieci. Dlatego ta inscenizacja od kilku dni wywołuje ogromne emocje. - Pokazywać ludziom jakiś historyczny dramat, który się wydarzył - w tym wypadku fragment holocaustu - w formie to jest pierwszy krok do następnego, czyli odtwarzania tego, jak działały krematoria i może inscenizacji - oburza się Jarosław Szczepański, prezes Żydowskiego Związku Stowarzyszeń Humanitarnych B'nai B'rth Polin.

Organizatorzy zapewniają jednak, że do drastycznych scen podczas inscenizacji nie będzie dochodzić, a nad dziećmi od kilku tygodni czuwają pedagodzy i psycholodzy. - Chciałbym bardzo prosić o stonowanie. O dyskusję na ten temat, w jaki sposób i czy w ogóle angażować w takie inscenizacje dzieci, natomiast nie szukać taniej sensacji - podkreśla przewodniczący GWŻ.

W Będzinie nikt nie spodziewał się sensacji. Bo według wielu takie wydarzenia, jak likwidacja getta powinny być upamiętniane w zupełnie inny sposób. Skąd więc pomysł na rekonstrukcję? - Uważam, że był czas na czytanie książek, był czas na internet, na oglądanie filmów. Dzisiaj widz, któremu chcemy przekazać prawdę potrzebuje nie tyle mocnych wrażeń, ile potrzebuje dotykania - tłumaczy Adam Szydłowski, organizator inscenizacji.

Organizator rekonstrukcji zapewnia też, że do inscenizacji tak teraz, jak w ubiegłym roku uczestnicy zgłaszali się sami. Oczywiście wszystkich trzeba wcześniej przygotować, bo to lekcja historii, ale jednak zupełnie inna niż wszystkie. - Bardzo nie lubiłam historii. Druga wojna światowa jest dość ciężkim tematem i jednak taka inscenizacja pomaga zrozumieć to wszystko, na przykład nie wiedziałam, że było getto w Będzinie, myślałam, że tylko w Sosnowcu - mówi Paulina Bałdys.

Pytanie, czy taka lekcja historii rzeczywiście ma sens, zadaje Mariusz Wojewoda, etyk z Uniwersytetu Śląskiego. - Czy ta trauma jest tylko traumą fikcyjną, czy ona rzeczywiście zaczyna się udzielać? Bo jeśli oni będą się tylko poklepywać, to realia nie będą specjalne, a jeżeli trauma się wydarzy, to pytanie jak dzieci na to zareagują? - zastanawia się.

Większość uczestników rekonstrukcji jest dumna, że choć przez chwilę mogą poczuć ten niespotykany już zbyt często patriotyzm, i że mogą się na własnej skórze przekonać jak tragiczna była historia będzińskiego getta.

dodaj komentarz
Autor:
Treść komentarza:
Przepisz kod obrazka:
0 komentarzy
Ten artykuł nie zawiera jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!