Właściciele Landroverów wspierają potrzebujących
Próżno szukać drugiej takiej kliniki w Polsce. Jej pacjenci cierpią na nieuleczalną miłość do terenowych samochodów, ale zarazem mają wielkie serca dla potrzebujących. Właściciele Land Roverów zrzeszeni w Landklinice to nietypowa społeczność, która organizuje kilkadziesiąt akcji, wspierających tych, którzy w życiu mają pod górkę. Sprzątali domy powodzian, odwiedzają domy dziecka i organizują wycieczki dla niepełnosprawnych intelektualnie. Wciąż im mało.
Zapatrzeni w swoje samochody, stworzyli wirtualną klinikę, dla uzależnionych od tak zwanych "landrynek". - Landrover nigdy nie jest w pełni sprawny i z tego mitu samochodu wzięło się to, że sobie tak często pomagamy - mówi Irek "Vertix" Kapler, Landklinika.
Skrzyknęli się przez internet, ale w rzeczywistości, właściciele Land Roverów mogą liczyć na siebie niemal zawsze i wszędzie. Zjednoczyła ich pomoc dla chorego na białaczkę offroadowca, ale od dwóch lat lista tych, którym pomogli wciąż się wydłuża. - Nie wszyscy mają tak dobrze jak my w czasach dzieciństwa i stąd posypały się te akcje po całej Polsce -dodaje Kapler.
Irek Kapler "Vertix", dyrektor w firmie produkującej roboty i Grzegorz Gwóźdź "Dred"- górnik z rudzkiej Halemby, to oni przewodzą śląskiej załodze Landkliniki. Każde ich pojawienie się w tym miejscu wzbudza niesamowitą euforię. Niepełnosprawni intelektualnie do Domu Pomocy Społecznej w Pilchowicach trafiają niemal na całe życie. Takie wizyty to rzadkie chwile radości. - To jest coś nowego dla nas, taka radość z tego płynie, że coś się dzieje - mówi Bogusław Marciniewicz, podopieczny Domu Pomocy Społecznej w Pilchowicach. - Chylę czoła przed tym państwem, że umieją podejść do tych mieszkańców i oddają serce - dodaje Bronisław Malicki, dyr. Domu Pomocy Społecznej w Pilchowicach.
Od tych wspólnych wypraw i spotkań uzależniają się też sami offroadowcy. - Jesteśmy wielkie chłopy, a każdy tam beczy jak dziecko, to oddaje to zapotrzebowanie na bycie kimś lepszym - mówi Grzegorz "Dred" Gwóźdź, Landklinika.
To zapotrzebowanie pokazali też na popowodziowym froncie. Zebrali się i przez cały weekend sprzątali zalane domy w Bieruniu i Czechowicach-Dziedzicach. - Zabrało się kilkanaście osób i pojechaliśmy, zobaczyliśmy co jest do zrobienia i nikt się nie zastanawiał. Po prostu trzeba było pomagać, to zabraliśmy się do roboty - mówi Jacek Wieczorek, Landklinika.
To co dla niektórych jest czymś nadzwyczajnym, dla nich jest naturalne. I próżno szukać drugiej takiej samochodowej społeczności. - To jest fenomen, dotąd niespotykane w Polsce. Jestem dumny jak to się rozrosło, ale sam bym tego nie dokonał - mówi Bartosz "Herbu" Dobrowolski, pomysłodawca Landkliniki.
Pacjentów tej nietypowej kliniki jest już 1500 w całej Polsce i wciąż dołączają nowi. Landroveroza, ale i bezinteresowna pomoc to dla nich nieuleczalne choroby.


















