Fundusz Ochrony Zabytków Przemysłowych na Śląsku?
Rewolucyjna idea miłośników zabytków techniki. Specjalny fundusz ochrony zabytków poprzemysłowych - jeśli powstanie, rozpadające się hale, wieże i urządzenia w naszym regionie mogą dostać szansę na nowe życie. Aby tak mogło się stać potrzebne są setki milionów złotych. Dlatego działacze Ruchu Autonomii Śląska apelują do ministra kultury o pomoc w tworzeniu podobnego do tego w Krakowie funduszu ratowania zabytków w tym przypadku poprzemysłowych.
Walka o każdą złotówkę toczy się w Elektrociepłowni Szombierki właściwie codziennie. Orężem jest głównie kultura. Mimo zwycięstw pieniędzy starcza jedynie na najpilniejsze potrzeby. Dach cieknie. Na szczęście na bardzo cierpliwych gości, którzy z organizowanych tu imprez nie wychodzą przed czasem. By to miejsce naoliwić raz i porządnie potrzeba kilkunastu milionów złotych. To inwestorów jednak nie odstrasza. - Było dwóch lub trzech inwestorów. Podstawową przeszkodą jest zła komunikacja tego terenu. Na dzisiaj dojazd do elektrociepłowni jest dosyć trudny - tłumaczy Jacek Janas, prezes Zespołu Elektrociepłowni w Bytomiu. I równie trudno tym trudnościom zaradzić. Z pomocą ruszył Ruch Autonomii Śląska. Rozwiązaniem ma być Fundusz Ochrony Zabytków Przemysłowych, o którego powołanie RAŚ apeluje. - Na polityków można wpłynąć najłatwiej pokazując, że jakiś temat jest dla mieszkańców danego regionu tematem bardzo ważnym i pewnie będzie miał też wpływ na jakieś decyzje wyborcze - uważa Jerzy Gorzelik, Ruch Autonomii Śląska.
Ludzie, którzy się pod petycją dotyczącą powołania funduszu podpisywali, to w większości lokalni patrioci. Którzy wierzą, że swoim podpisem jeśli nie dziś to z pewnością za kilka miesięcy będą mogli coś w regionie zmienić. - Jak się patrzy na to wszystko to serce pęka człowiekowi. I nikt się tym nie chce zająć. Za parę lat to my nie zapamiętamy tego, co było ładne - oznajmia Dorota Fredo, mieszkanka Katowic. Podpisy będą zbierane przez kolejne tygodnie. Mają w końcu trafić do rąk ministra. Z prośbą o stworzenie funduszu na wzór tego, który od ćwierć wieku istnieje w Krakowie. - Na Górnym Śląsku też są wyjątkowe walory. Bo takiego nagromadzenia historycznych zakładów poprzemysłowych nie ma - stwierdza Henryk Mercik, Miejski Konserwator Zabytków w Chorzowie. A i te wkrótce mogą zniknąć.
Na przykład jedna z największych hut cynku w Europie, po której zostały jedynie gruzy. - W tym miejscu 170 lat produkowano cynk. W tym miejscu była w produkcji cynku najwyższa technika światowa - zawsze. W tym miejscu pracowały całe pokolenia - wspomina Adrian Juraszczyk, Stowarzyszenie na Rzecz Powstania Muzeum Hutnictwa Cynku. A wystarczyła połowa dekady, by to miejsce doprowadzić do ruiny. - To jest najwyższy czas, żeby przestać w tej sprawie milczeć, czy zamiatać to pod dywan. Bo część tego dziedzictwa już zniknęła - dodaje Henryk Mercik.
Na razie zniknął tylko minister kultury, który obiecał nam, że jeszcze dziś powie co o sprawie myśli. Niestety od tego czasu pozostaje nieuchwytny.






















