Pomoc dla Mariusza

2010-03-12 17:44, Anna Ujma

Zdarzenie sprzed dwóch lat chciałby wymazać z pamięci, ale o tak ciężkim wypadku trudno zapomnieć. Z jego skutkami 18-letni Mariusz Bańczyk z Orzesza będzie się zmagał jeszcze przez wiele lat. Zanim stanie na nogi potrzebna jest żmudna rehabilitacja i liczne operacje. Leczenie przerasta możliwości finansowe rodziców chłopaka. Do rodziny pomocną dłoń wyciągnęło Stowarzyszenie Prokulturamedia z Katowic. To z jego inicjatywy zorganizowano w Łaziskach Górnych Charytatywny Jarmark Artystyczny. Gwiazdą wieczoru ma być m.in. kabaret MUMIO i zespół Bzzt Sound System.

Liczba przyjaciół Mariusza Bańczyka rośnie z dnia na dzień. Ich szeregi zasilili m.in. członkowie Stowarzyszenie Prokulturamedia. To oni wpadli na pomysł Charytatywnego Jarmarku Artystycznego, z którego dochód można przeznaczyć na leczenie kolegi.

- Potrzebna jest mu rehabilitacja i to w dużych ilościach tak że myślę, że uda nam się wykupić jakiś turnus rehabilitacyjny, a oprócz tego opłacić jakąś dłuższą rehabilitację - stwierdza Artur Szczęsny ze Stowarzyszenia Prokulturamedia. Rehabilitacja potrzebna jest, żeby Mariusz mógł stanąć na własnych nogach.

Do tej pory rodzina sama zmagała się z chorobą. Rodzice Mariusza uparcie, codziennie od dwóch lat rehabilitują syna. Chłopak w wyniku uszkodzenia układu nerwowego ma niedowład kończyn i nie widzi. Cierpi też na afazję, czyli utrudnienia w mowie. Walka z chorobą nie jest łatwa, dlatego informacja o pomocy wywołała duże emocje. - To ze wzruszenia, że są ludzie, którzy mają dobre serce, że pamiętają i chcą pomóc, tacy młodzi chłopcy i sami tak... - wyznaje ze łzami w oczach Halina Bańczyk, mama Mariusza.

- Cieszę się, że są tacy ludzie, którzy pomagają bezinteresownie - dodaje Mariusz Bańczyk.

Do ich grona zaliczają się też koledzy Mariusza ze szkolnej ławy. Uczniowie technikum organizują od jakiegoś czasu zbiórki pieniędzy i charytatywne kiermasze. Nie zabrakło ich także podczas koncertu. - Pamiętam, że uczyłem go chemii, podziękował mi i to była taka ostatnia rzecz, którą zrobił, to było pod koniec roku szkolnego - wspomina Marek Łydko, kolega z klasy.

Zaraz potem Mariusz miał wypadek na motorze. - Z początku policja zadzwoniła, że tylko połamany jest, a potem się wszystko inaczej okazało... Prawie miesiąc leżał na OIOM-ie, w śpiączce - mówi Gerard Bańczyk, tata Mariusza. Według rodziców to, że się obudził jest cudem.

Mariusz wytrwale stawia czoła chorobie. Rodzice maja nadzieje, że jego zapał będzie tak duży jak duże ma teraz wsparcie. - Co to będzie, jak nas nie będzie? Niech jest to wszystko już jak najszybciej - stwierdza Halina Bańczyk.

Szybka pomoc może znacznie przyśpieszyć Mariuszowi jego powrót do zdrowia. Nie będzie to jednak łatwe, a potrwa przynajmniej kilka lat.

dodaj komentarz
Autor:
Treść komentarza:
Przepisz kod obrazka:
0 komentarzy
Ten artykuł nie zawiera jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!