Muzyka Straussa w poprzemysłowych murach

2009-10-10 21:54, Krzysztof Bąk

Sam uwielbiał grać w restauracjach i parkach. Co za złe miało mu wielu ówczesnych kompozytorów. Dzisiaj dźwięki jego muzyki zabrzmiały w murach Elektrociepłowni Szombierki, która od Johana Straussa syna jest niewiele młodsza. Sztuka coraz mocniej wdziera się w przemysłowe mury. Muzyków nie dziwi, a słuchaczy zachwyca. Dziś było ich około tysiąca.

Dla Magdaleny Dorobisz, która razem z mężem i z synem zwiedziła dzisiaj uznaną za jeden z 7 cudów Śląska Elektrociepłownię Szombierki, połączenie klasycznej muzyki i przemysłowego piękna, to para niemal idealna. - Koncerty muzyki klasycznej w takich miejscach, na pewno dodają im niezwykłości - uważa.

Jednak koncert choć niezwykły dla widzów, jest całkiem zwyczajny dla muzyków. Tomasz Urbaniak razem z zespołem Filharmonii Śląskiej w czasie europejskiego turnee występował w wielu podobnych salach. - Śpiewa się zawsze tak samo, to znaczy emisja głosu jest taka sama. Staramy się śpiewać najlepiej jak umiemy - przyznaje. I nie przeszkadzają ani przemysłowe mury, ani inna niż w teatrze akustyka. - Operetkowi twórcy nierzadko pisali w niewygodnych tonacjach. To się tak mówi potocznie, że za nisko dla tenora, a za wysoko dla basa - mówi Adam Żaak, śpiewak.

Dobre przygotowanie do występu wymaga przećwiczenia układów nawet w ostatniej chwili. - Rozgrzewamy się zawsze gdzieś, gdzie nie ma miejsca tak na prawdę, bo jest bardzo duży zamęt. Tak że jest to normalne - stwierdza Karolina Mirga, tancerka.

Normalne na tyle, że coraz więcej artystów chce występować w Elektrociepłowni Szombierki. - Coraz więcej jest dojrzałych projektów, które do nas trafiają. Nieprzypadkowych, ale adresowanych pod tą konkretną przestrzeń - wyjaśnia Krzysztof Roman z Elektrociepłowni Szombierki.

I choć wiedeńskie walce zwykle grano w zupełnie innych wnętrzach, to można przypuszczać, że ich twórca nie miałby nic przeciwko temu, by dźwięki jego muzyki rozbrzmiewały również pomiędzy maszynami parowymi. - Strauss byłby szczęśliwy. To był artysta, który grał wszędzie. Grał w restauracjach, w parkach, na dworach. Grał wszędzie, by mieć jak najwięcej słuchaczy - zaznacza Małgorzata Kaniowska, dyrygentka orkiestry Camerata Impuls. Koncert w elektrociepłowni pozwala powiększyć jego grono znacznie ponad stałych bywalców filharmonii.

dodaj komentarz
Autor:
Treść komentarza:
Przepisz kod obrazka:
0 komentarzy
Ten artykuł nie zawiera jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!