Greenpeace protestuje
Ponad dwudziestu działaczy organizacji Greenpeace protestowało dziś na polu kukurydzy w pobliżu wsi Lubomia, niedaleko Raciborza. Ich zdaniem na dwudziestu czterech hektarach rośnie tam kukurydza - zmodyfikowana genetycznie, która nie została zgłoszona do resortu rolnictwa. Członkowie organizacji na polach zostali do momentu pojawienia się policji, która zabezpieczyła dowody. Kukurydza wysiana jest nielegalnie i będzie dowodem w sprawie. Greenpeace liczy też na to, że prokuratura zajmie się pozostałymi polami w okolicy, na których też znaleziono kukurydze genetycznie zmodyfikowaną.
Gdy już pojawiły się posiłki z Węgier i Niemiec można było wejść w pole. Członkowie organizacji Greenpeace tym razem na celownik wzięli sobie kukurydzę ze wsi Lubomia. - Prowadziliśmy to śledztwo już od jakiegoś czasu, w końcu dotarliśmy do gminy Lubomia, przetestowaliśmy kilka pól, jak się okazało większość z nich obsiana jest kukurydzą modyfikowaną genetycznie - informuje Joanna Miś, Greenpeace Polska. Kukurydza wygląda tak samo, jak każda inna zwykła kukurydza, dlatego na pierwszy rzut oka nie widać żadnych różnic. - Nie bylibyśmy tutaj dzisiaj gdybyśmy nie przeprowadzili testów, próbek pobranych z tego pola i oczywiście okazało się, że jest to GMO, ale to można wykryć tylko w laboratorium - wyjaśnia Jacek Winiarski, Greenpeace Polska.
Pozytywny wynik dały badania kukurydzy z tego pola, jednak jego właściciela to nie przekonuje. Rolnik twierdzi, że jest to zwyczajna kukurydza, a nasiona kupił u polskiego dystrybutora. - Pole jest wydzierżawione z agencji, a nasienie w Chempeście jest kupione, w legalnej dystrybucji. Ja nie wiem czego Ci ludzie chcą - mówi Dariusz Matuszek. W Polsce handel nasionami roślin modyfikowanych genetycznie jest zabroniony - i tego prawa przestrzegamy mówi właściciel firmy, od której rolnik kupił nasiona. - Nie ma takiej opcji, żeby w Chempeście ktokolwiek kupił jakąkolwiek ilość kukurydzy genetycznie zmodyfikowanej - oznajmia Adam Koryzna, Przedsiębiorstwo Zaopatrzenia Rolnictwa Chempest.
Wystarczył jeden telefon. - GMO w tym roku w Polsce było, ale było tak, że przedstawiciel firmy Pionier osobiście do każdego klienta dowoził jako, że to było takie nieoficjalne. Ale to co u Was też sobie mogę takie zamówić, ale z tym GMO czy muszę do nich dzwonić, do Pioniera? - Nie nie, Pionier i tak by Panu nie sprzedał i skierował by na nas - usłyszeliśmy podczas rozmowy telefonicznej z przedstawicielem Chempestu.
Właściciel postanowił to sprawdzić, sprawdzą też prokuratorzy - i to nie tylko ten przypadek. Według ekologów w tej okolicy są trzy takie pola. Problem uprawy kukurydzy genetycznie modyfikowanej może być jednak znacznie większy. - Ponieważ jest zupełny brak reakcji z naszego rządu, już trzeci sezon wegetacyjny takie coś się dzieje. Na początku to były uprawy rzędu trzystu hektarów o czym się mówiło, w ubiegłym roku trzech tysięcy hektarów, a w tym roku ja podejrzewam to już w chodzi w dziesiątki - uważa Edyta Jaruszewska-Nowak, która uprawia ekologiczną kukurydzę.
A zmodyfikowana kukurydza rolników kusi coraz bardziej. - Temat jest na tyle skomplikowany, że w Unii Europejskiej po prostu GMO jest możliwe, w związku z tym nasi rolnicy stoją troszeczkę na przegranej pozycji, bo tu nie ma się co czarować, jednak po prostu wydajność z hektara jest znacznie większa - mówi Marian Kolorz, rolnik. Dzisiejszy protest ekologów z Greenpeace to pierwsza tego typu akcja. Teraz sprawą zajmie się policja i prokuratura. - Zabezpieczony materiał dowodowy, który właśnie policjanci zabezpieczają, będzie przedmiotem prowadzonego postępowania - informuje st. sierż. Marta Czajkowska, KPP w Wodzisławiu Śląskim.
Ekolodzy liczą, że takie akcje przyspieszą wprowadzenie zakazu upraw zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy w Polsce, nad którym obecnie pracuje rząd.

















