Profesor kontra europoseł
Proces o zniesławienie wytoczył Markowi Migalskiemu profesor Jan Iwanek, dyrektor Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego. To kolejna odsłona konfliktu między obu naukowcami, w tle którego jest lustracja i informacje o współpracy Iwanka ze Służbą Bezpieczeństwa. Proces miał rozpocząć się jutro przed Sądem Rejonowym Katowice Wschód, ale został przełożony na październik ze względu na parlamentarne obowiązki doktora Migalskiego, który jest posłem do Parlamentu Europejskiego. Profesor Iwanek domaga się też w innym cywilnym procesie przeprosin od Tomasza Pietrzykowskiego. Były wojewoda śląski, dobry znajomy Migalskiego, opublikował artykuł, w którym pisał o agenturalnej przeszłości profesora.
- Mnie Pan pomówił, co będziemy w innym trybie rozpatrywać. - Bardzo chętnie spotkam się z Panem w sądzie. Tak w styczniu rozmawiali profesor Iwanek i doktor Migalski w studiu TVS, a że dżentelmeni nawet w zdenerwowaniu nie rzucają słów na wiatr, to pozew profesora Iwanka przeciw dr Migalskiemu trafił do Sądu Rejonowego, ku zmartwieniu środowiska naukowego Uniwersytetu Śląskiego. - Obaj panowie nie do końca spełniają oczekiwania środowiska akademickiego - jeden przez dość agresywny ton w mediach, drugi przez nie do końca jasną i klarowną przeszłość - oznajmia Magdalena Ochwat, rzecznik prasowy UŚ.
I właśnie agresywny ton i niejasna przeszłość spotkają się w sądzie, ale wiele wskazuje na to, że trudno będzie im i tam dojść do porozumienia. Wobec nieskrywanej niechęci do rozmowy obaj Panowie wymieniają się korespondencją prawniczą, w której Iwanek zarzuca Migalskiemu pomówienia dotyczące jego przeszłości oraz przebiegu pracy naukowej. A ten rewanżuje się podważając wiarygodność jego zarzutów. Podobnie jak Tomasz Pietrzykowski, były wojewoda, prywatnie znajomy dr Migalskiego, a teraz także oskarżony przez prof. Iwanka o naruszenie dóbr osobistych. - Jeśli coś zszargało jego dobre imię, to nie wypowiedzi na jego temat. Zarówno współpraca z SB jak w czasach PRL, jak i przede wszystkim jego postawa już później tzn. desperackie próby ukrycia tego faktu.
Faktu, który potwierdziła też Komisja Historyczna UŚ: Według raportu Senackiej Komisji Historycznej Uniwersytetu Śląskiego "Piotr" - został pozyskany na zasadzie dobrowolności i działał głównie w okresie studiów, informując o nastrojach na Wydziale, otrzymywał systematyczne wynagrodzenia. Źródło: Gazeta Uniwersytecka.
Na te zarzuty prof. nie chciał dziś odpowiadać, a jego pełnomocnika nie zastaliśmy w kancelarii. Tym niemniej obaj panowie powinni odliczać godziny do pierwszego procesu, bo tutaj zarówno oskarżyciel jak i pozwany mogą coś ugrać dla siebie. - Marek Migalski skorzysta wizerunkowo i politycznie, gdyż lustracja była jednym z jego sztandarów wyborczych. W przypadku zwycięstwa prof. Iwanka będzie mógł pokazać swoim studentom i kolegom wykładowcom - zobaczcie Migalski nakłamał - uważa Marcin Pietraszewski, Gazeta Wyborcza.
Jeśli faktycznie Migalski nie obroni się w procesie karnym to będzie to oznaczało koniec jego błyskotliwej kariery naukowej oraz w skrajnym przypadku nawet dwa lata pozbawienia wolności. - To byłby chichot historii. Nie będę zasłaniał się immunitetem - stwierdza Marek Migalski.
Po takich słowach trudno oprzeć się wrażeniu, że tylko sąd będzie w stanie obu Panów pogodzić. Przynajmniej spróbować pogodzić...






















