Koniec z anonimowością w świętochłowickim urzędzie
Nigdy nie wiadomo, gdzie czai się nieprzyjaciel. Dlatego ważna jest rejestracja wszystkich wchodzących i wszystkich wychodzących. Wszystko po to, by odpowiednio wcześniej zareagować na ewentualny atak. Atak na urząd miasta w Świętochłowicach, dlatego petent przychodzący tam po piętnastej powinien mieć przy sobie obowiązkowo dowód osobisty, bo jego wizyta nie zostanie niezauważona.
Władze Świętochłowic świadome czającego się zagrożenia odtąd chcą wiedzieć: kto i po co zjawia się w urzędzie. - Kiedy są sesje rady miejskiej, kiedy są spotkania radnych po godzinach. Wtedy mieszkańcy biorący udział w tym spotkaniu, a nieznani strażnikom są rejestrowani - stwierdza Roman Penkała, rzecznik prasowy UM w Świętochłowicach. Bo po godzinach, czyli bliżej wieczoru, ci niczego nieświadomi, a w pocie czoła obradujący w służbie społeczeństwu ludzie, zagrożeni są podobno właśnie ze strony tych, dla dobra których w pocie czoła radzą.
- Ja zagrożeniem? Dziwne pytanie. Dlaczego miałabym być zagrożeniem? - dziwi się Maria Gniot. Jendak zdaniem świętochłowickich władz zagrożenie w instytucji publicznej może czaić się wszędzie i przychodzi najczęściej niepostrzeżenie, właśnie na dwóch nogach.
- Nigdy nie można wykluczyć, że nie wystąpią jakiegoś rodzaju zagrożenia, szczególnie w dobie zagrożenia terrorystycznego - podkreśla Arkadiusz Andała, prywatny detektyw. Dlatego imię, nazwisko oraz seria i numer dowodu osobistego to te dane petentów, które mają zapewnić bezpieczeństwo urzędnikom w tym bardziej niespokojnym, niż urząd marszałkowski, miejscu. - Podczas sesji zdarzają się niebezpieczne tematy, ale nie na tyle, żeby trzeba było rejestrować wszystkie osoby wchodzące - przyznaje Aleksandra Marzyńska z urzędu marszałkowskiego.
Łatwo powiedzieć, ale w siedzibie urzędu marszałkowskiego nie działy się przecież rzeczy, które zmusiły świętochłowicki samorząd do tak smutnych stwierdzeń. - Może nie mieli jeszcze takich przypadków, że im coś zginęło, że ktoś się ukrył - mówi Penkała.
Ale pozbawieni chyba instynktu samozachowawczego radni nawet w obliczu takich wydarzeń, próbują prezydenta za ten akt rozwagi i zapobiegliwości, ganić. - Jestem zaskoczony, ponieważ to jest już druga taka decyzja, pierwszą było odcięcie lewego i prawego skrzydła w urzędzie - oznajmia Szymon Ziemek, świętochłowicki radny.


















