Złomem pod biegun

2009-07-04 16:23, Witold Domanik

Byli już w Monako, tym razem celem ich podróży jest koło podbiegunowe. Trasę trzeciej wyprawy "Złombol" miłośnicy starych zasłużonych aut przygotowali bardzo dokładnie. "Złombole" przejadą całą Polskę, przeprawią się promem przez Bałtyk, by kontynuować podróż przez Szwecję i zatrzymać się dopiero w Norwegii. Celem wyprawy jest nie tylko przeżycie ekstremalnej przygody, ale też pomoc dla podopiecznych katowickich domów dziecka.

Szaleni, odważni i zdeterminowani. W sobotę razem ruszyli w jednym kierunku i w jednym celu - na podbój koła podbiegunowego, żeby pomóc dzieciom z domu dziecka.

Bożena Rudnicka na co dzień biznes woman, dziś członek załogi złomu, wyzwań się nie boi. - Rzucam biuro, rzucam pracowników i jadę po wielką przygodę w szczytnym celu - przyznaje Rudnicka. Bo "Złombol" to nie tylko świetna zabawa. Tu najważniejsza jest idea. - Zbieranie pieniędzy na domy dziecka z Katowic. Firmy oklejają się na naszych autach. 100% uzbieranych środków zostanie przekazane na dzieci z domu dziecka - wyjaśnia Marcin Tetzlaff, współorganizator rajdu.

W sobotę dzieci z domu dziecka przyszły na start. I choć dla nich jazda kończy się w Katowicach, nie tracą humoru, bo auta uczestniczące w rajdzie na pewno coś im przywiozą. Dyrektor domu dziecka zaznacza jednak, że nie to jest najważniejsze. - To jest pamięć o nas. To jest taka najważniejsza, niewymierna korzyść z tej akcji - stwierdza Piotr Jarocki, dyrektor Domu Dziecka "Zakątek".

A uczestnicy "Złombola" o dzieciach pamiętają już trzeci raz. Tylko w zeszłym roku ta akcja przyniosła prawie 50 tysięcy złotych. Ale w tym będzie lepiej - zapewniają organizatorzy. Lepsza i dłuższa jest też trasa. Tym razem złomy jadą nie do Monte Carlo, jak wcześniej, ale na północ aż na koło podbiegunowe. - Samochodów jest 19 w tym roku. Mamy do pokonania 2600 kilometrów. Myślę, że uda się w pięć dni, ale może się to wydłużyć - przyznaje Martyna Kinderman, współorganizatorka.

O tym najlepiej wie jedna z załóg, która na pierwszą usterkę nie musiała długo czekać. - Zwykłym, nowym autem pojedzie każdy. A tym nie, bo to trzeba umieć - podkreśla Maciej Mikowski, uczestnik rajdu.

I właśnie ta determinacja i pasja przyciąga licznych sponsorów. Jednym z darczyńców jest mecenas Paweł Koehler. Jak mówi ta akcja po prostu porywa. - Młodzi ludzie, którzy ryzykują jadąc tymi gratami. Robią to za własne pieniądze tylko po to, żeby zwrócić uwagę innych ludzi, których stać na to, żeby dać dowolną kwotę na te domy dziecka - stwierdza Koehler. Pytanie tylko, czy Szwedzi i Norwedzy widząc taki sznur aut zrozumieją o co tu chodzi, bo w przeciwnym wypadku mogą pomyśleć, że w Polsce takimi złomami po prostu się jeździ.

dodaj komentarz
Autor:
Treść komentarza:
Przepisz kod obrazka:
1 komentarz
~PatRRyk (83.19.38*)  |  2009-07-19, 22:38
odpowiedz  |  ocena: 0
Zgłoś do moderacji
Oceń na minus
Oceń na plus
Złomy ? A te nowe fury TATA i inne gówna to nie złomy? Kto 20-30 lat temu wypowiedział się tak o 125p,126p,Polonezie,Warszawie,Syrenie czy innych? Zgraja debili !!!