Brakuje miejsc

2009-05-15 17:26, Paweł Cyz

Ponad setka dzieci nie znalazła miejsca w czeladzkich przedszkolach. Wielu rodziców było mocno zdziwionych, kiedy zobaczyło swoje pociechy na "liście rezerwowej". Rodzice robią sztuczny tłok - przekonują dyrektorzy przedszkoli. Urząd Miasta w Czeladzi milczy, a rodzice zastanawiają się co zrobią we wrześniu, gdy okaże się, że dla ich dzieci rzeczywiście nie znajdzie się miejsce w żadnym przedszkolu.

Tym razem wnikliwa analiza przedszkolnej listy nie zakończyła się szczęśliwie, a Bogusław Szydenko musiał odejść z przysłowiowym kwitkiem. - Tutaj córka się nie dostała niestety, ale do innego z tego co wiem żona sprawdziła, że tak - oznajmia Szydenko. Wszyscy, którzy mieli mniej szczęścia znaleźli się na tzw. liście rezerwowej.

Z danych zebranych z czeladzkich przedszkoli wynika, że znalazło się na niej ponad 130 dzieci. Jednak jak zapewniają ich dyrektorzy rzeczywista liczba może być mniejsza. - Większośc rodziców poprostu złożyła karty nie tylko w moim przedszkolu, ale również w przedszkolu nr 1 albo w przedszkolu nr 5 - przyznaje Barbara Zawiła, dyrektorka Przedszkola Publicznego nr 10 w Czeladzi.

Trudno się jednak dziwić asekurancji rodziców, skoro o braku miejsc w przedszkolach wiadomo nie od dziś. - Problem na pewno już istnieje od dwóch, trzech lat, natomiast w tym roku to się nasiliło. Rodzice dzieci trzy-, czteroletnich w większości chcą teraz zapisywać swoje dzieci do przedszkola - wyjaśnia Anna Hetmańczyk, dyrektor Przedszkola Publicznego nr 1 w Czeladzi.

Wśród nich znalazł się Marcin Boruta, ale próba zapisania córeczki do przedszkola zakończyła się wpisaniem na listę rezerwową. Według niego działania władz wymagają większej koordynacji. - Wystarczy się raz spotkać, wykreślić dzieci, zostawić na jednej liście nie wiem, w najbliższym miejscu zamieszkania i temat jest zamknięty - uważa Boruta. Jednak osoby odpowiadzialne za oświatę w mieście nie znaleźli dziś dla nas czasu.

Z problemem nadmiaru dzieci w wieku przedszkolnym zmaga się nie tylko Czeladź. W całym regionie w kolejce oczekuje od 200 do 300 dzieci. Duże zainteresowanie przedszkolami cieszy kuratorium oświaty. - Pierwszy kontakt z grupą równieśniczą, pierwsze doświadczenia, pierwsze umiejetności, które nabędzie dzieciak będąc właśnie w tym przedszkolu, to jest nie do przecenienia - zaznacza Grzegorz Raczek, Kuratorium Oświaty w Katowicach, oddział w Sosnowcu.

A jeśli już o kalkulacji mowa to prywatnym przedszkolu na pewno znajdzie się miejsce dla każdego dziecka. Za miesięczną opłatą rodzice dostają dokładnie to, czego oczekują. - Rodzice zapewniają swoim dziecion opiekę na wiele godzin, oczywiście łączy się to również z jakością - podkreśla Mirela Snarska z Prywatnego Przedszkola nr 1 w Katowicach. Niestety nie wszystkich stać na taką opiekę, a demografowie komentują zaistniałą sytuację jednoznacznie. - Jest to efekt karygodnego zaniedbania polityki, nazwijmy ją rodzinną w tym przypadku, od kilkunastu lat - tłumaczy dr hab Marian Mitręga z Uniwersytetu Śląskiego.

dodaj komentarz
Autor:
Treść komentarza:
Przepisz kod obrazka:
0 komentarzy
Ten artykuł nie zawiera jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy!